Kategorie: Wszystkie | ciekawostki | filmy | kto co czyta
RSS
niedziela, 28 lutego 2010

Założyłam sobie, że w ramach wyzwania południowego wreszcie poznam prozę Williama Faulknera. Całkiem przypadkowo wybrałam "Dzikie palmy", które, mimo małej objętości, czytałam aż tydzień. Przczyna tego faktu jest prosta, jednak nie zawarłam bliższej znajomości z Faulknerem. "Dzikie palmy" mnie nie ujęły, a i amerykańskie południe nie dominuje w tej książce. Więcej o treści i moich wrażeniach można przeczytać na moim blogu.

Tagi: Faulkner
23:11, abiela
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 lutego 2010

Tom Sawyer, Mark Twain, Wordsworth Classics

Tom Sawyer

Przy okazji Amerykańskiego wyzwania nadrabiam czytelnicze zaległości z dzieciństwa, nie przepadałam wtedy za powieściami o chłopcach i ich wyczynach. Oczywiście przez to, że dzieckiem już nie jestem powieść Twaina czytałam już pod zupełnie innym kątem, ale bawiąc się doskonale. Ta krótka książka to po trosze satyra, powieść łotrzykowska i Bildungsroman. Cały ton powieści przesycony jest sentymentem, nostalgią oraz dowcipem. Wydarzenia mają miejsce w fikcyjnym miasteczku St.Petersburg, w Missouri, które oczywiście przypomina miejsce gdzie wychowywał się pisarz (Hannibal), postacie też oparte są na znajomych i rodzinie autora. Każdy z rozdziałów to prezentacja wyczynów Toma, a trzeba mu przyznać, że jest dzieckiem niezwykle kreatywnym i pomysłowym. Przy okazji jego przygód czytelnik ma okazję do obserwowania satyrycznie ujętych zachowań ludzkich, między innymi naiwności, łatwowierności, potrzeby wróżnienia się z tłumu, brawury, miłosnych zalotów, wychowawczych prób dorosłych.

c.d. http://smietankaliteracka.blox.pl/html

20:32, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2010

Fakt, że tu trafiłam, uważam za odkrycie roku. Co prawda 2/3 czasu przeznaczonego na to wyzwanie juz minęło, ale mnie to średnio przeraża i bardziej mobilizuje niż zniechęca. Próbować można, a nawet trzeba!

Mam nadzieję, że trzy z niżej wymienionych książek uda mi się szybko znaleźć :-)

 

Przebudzenie - Kate Chopin

Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers

Lato namiętności - Barbara Kingsolver

Mały przyjaciel - Donna Tart

Uciekłam na Wyspę - Anne Rivers Siddons

Fannie Flagg - Smażone zielone pomidory


Tagi: plany
13:29, jjon
Link Dodaj komentarz »

Dzięki Anne Rivers Siddons przeniosłam się do małego miasteczka na południu Stanów, do roku 1961 i do niepełnej rodziny, składającej się z nastoletniej Peyton i jej dość oschłego, surowego ojca. Dziewczynka żyje w przeświadczeniu, że rodząc się zabiła własna matkę, a ponieważ nikomu o tym nie mówi, nikt nie może jej wyprowadzić z błędu.

Zapraszam

* s.10

Tagi: Siddons
08:54, mbmm
Link Komentarze (1) »
środa, 24 lutego 2010

 

Nowy Orlean, koniec lat 50-tych ubiegłego stulecia. Główny bohater to Binx Bollingen, 30-letni makler, który lubi kobiety, samochody, kino i pieniądze. Rodzina uważa, że powinien robić coś bardziej ambitnego, a więc np. studiować medycynę, on zaś z upodobaniem oddaje się - jak to określa - poszukiwaniom. Czego poszukuje - sam dokładnie nie wie, można się tylko domyślać, że chodzi o tzw. sens życia. Jest hedonistą, ale w gruncie rzeczy to romantyk i poczciwy młodzieniec, który jak nikt inny potrafi zająć się niestabilną emocjonalnie kuzynką czy niepełnosprawnym bratem.

Powieść ukazała się po raz pierwszy w 1961 r. i zdobyła kilka ważnych nagród. Podejrzewam, że miała zupełnie inny wydźwięk pół wieku temu niż obecnie. Osobiście odebrałam ją jako powieść przeciętną, a nawet nieciekawą. Postać głównego bohatera zupełnie mnie nie poruszyła, jego losy były dość przewidywalne. Zdziwiła mnie natomiast nieuwaga i brak konsekwencji autora. Akcja toczy się w ostatnich dniach karnawału, tymczasem mówi się tu o letniej pogodzie, kąpielach i opalaniu. Binx uczestniczył w wojnie koreańskiej, a mimo ciężkich przeżyć z nią związanych sprawia wrażenie, jakby nie miały one na niego żadnego wpływu. Czas teraźniejszy zastosowany w relacjonowaniu wydarzeń przez Binxa również nie brzmi najlepiej. Sama narracja jest jakby rwana, obfituje w niezrozumiałe przeskoki.

Co do tytułu, może być mylący, bo filmów tu niewiele. Chodzi raczej o przenośne określenie głównego bohatera, który - jak twierdzi - oglądając nawet kiepski film, czuje się szczęśliwy. Nie jest tak jednak na co dzień, stąd też mężczyzna od czasu do czas podejmuje "poszukiwania" (swoją drogą brzmi to niesłychanie sztucznie w jego ustach). Unika poważnych zobowiązań (małżeństwo, dzieci), funkcjonuje w oderwaniu od tzw. prawdziwego życia.

Podsumowując: niestety nie była to dla mnie udana podróż na amerykańskie południe.

Walker Percy, "Kinoman", Wydawnictwo Sonia Draga, 2007

11:15, czytanki.anki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 lutego 2010

Czytelnik, 1967

Liczba stron: 336

Myli się ten, który podejrzewa, że biograficzna powieść musi być melancholijna i rzewna. Wystarczy przeczytać kilkanaście stron "Życia na Missisipi", by przekonać się, że może być napisana z pazurem - dowcipnie, lekko ironicznie, w oparciu o fakty. Biografię w tym przypadku należy rozumieć dwojako - dosłownie - jako książkę o życiu Marka Twaina oraz mniej dosłownie - jako biografię żeglugi parowej na Missisipi. Oba wątki są tak mocno z sobą związane i spętlone jak rzeka w najbardzej dzikich ostępach amerykańskiego południa.

Dalszy ciąg znajdziesz TUTAJ.

Tagi: Missisipi
15:00, dededan
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lutego 2010

Chociaż zazwyczaj nie pisze o typowych tematach związanych z Południem, to jednak John Grisham jest jednym z najpopularniejszych południowych pisarzy (obok między innymi - co było dla mnie niespodzianką - Nicholasa Sparksa). Właściwie to spełnia kilka przesłanek - urodził się na południu (w Arkansas), potem jego rodzina osiadła w Missisipi. John studiował prawo, a doświadczenia z sal sądowych przelewa na karty swoich powieści. Dziś ma dwa domy, jeden w Missisipi, drugi w Północnej Karolinie. Druga przesłanka to akcja jego powieści, która bardzo często toczy się właśnie w południowych stanach.

Tak jest i tym razem w "Raporcie Pelikana". Akcja toczy się właściwie równolegle w Waszyngtonie i w Nowym Orleanie. Nowy Orlean okazuje się być idealnym miejscem do tego, by ukrywać się przed płatnymi mordercami - dlaczego? O tym więcej w mojej recenzji - zapraszam :)

To moja pierwsza lektura z tego wyzwania, poszło dość gładko, teraz będzie pod górkę ;) - przede mną "Absalomie, Absalomie" lub "Książę przypływów".

18:18, maniaczytania
Link Dodaj komentarz »

aa

Powieść Berendta to druga pozycja, którą czytam w ramach „Amerykańskiego Południa”. Muszę przyznać, że w swej strukturze jest dosyć podobna do czytanej ostatnio „Zabić drozda” Harper Lee. Akcja u Lee ma miejsce w małym miasteczku Maycomb w Alabamie. Berendt natomiast nie wychodzi poza granice Savannah w stanie Georgia. Obie książki składają się z dwóch części. Pierwsza, zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, opisuje barwnych mieszkańców obu miasteczek (nie będę rozpisywać się szczegółowo nt. „Zabić drozda” – zostało bowiem to już poczynione w recenzji pt. „Powrót do niewinności”).

W obydwu powieściach świat opisywany jest z punktu widzenia osoby „spoza” tego świata. U Lee jest to mała Jean Louise – 8-letnia dziewczynka, której spojrzenie jest jeszcze nie skażone małomiasteczkowym blichtrem, jest nadal niewinne i dziecięco naiwne. U Berendta głównym bohaterem jest dziennikarz, ktory urzeczony Savannah, postanowił się doń przeprowadzić z Nowego Jorku, aby podjąć próbę poznania jego prawdziwego oblicza. Nie pamiętam niestety imienia i nazwiska owego dziennikarza, bardzo jednak prawdopodobne, że ani razu się ono nie pojawia. Jego postać usuwa się całkowicie na margines powieści, ustępując miejsca co barwniejszym postaciom południowo-amerykańskiego miasteczka, o którym dziennikarz zresztą pisze książkę (którą właśnie czytamy).

I rzeczywiście – „Północ...” ma w pewnym sensie strukturę literackiego reportażu. Mało jest wartościowania, wyrażania sądów i opinii przez opowiadającego. Dziennikarz zdaje relację z przeprowadzanych rozmów oraz mających miejsce wydarzeń, w których bierze czynny udział. Do końca powieści właściwie nie wiemy, co sądzi na temat rozgrywających się wypadków. Sprawia wrażenie osoby bezstronnej.

 [...]

Na ciąg dalszy zapraszam do Bredablika

Tagi: Georgia
17:28, annaliwia
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 lutego 2010

Widmo "Umiłowanej" wciąż krąży mi nad głową i nie potrafię w pełni docenić żadnej innej książki. Niestety, także "Boskie sekrety..." padły ofiarą tego dziwnego efektu i przez pierwsze 180 stron powieści brnęłam jak przez śnieżną breję zalegającą na ulicach ;) Konflikt Siddy z matką, Vivi, jej trudności w związku z facetem, który opisany jest jako chodzący ideał, wreszcie album z boskimi sekretami Ya-Ya i pierwsze z niego historie, nie potrafiły mnie do siebie przekonać. Wszystko się zmieniło gdy w książce pojawił się opis życia Vivi w szkole prowadzonej przez zakonnice, do której została wysłana przez matkę. Nagle okazało się, że już nie mogę oderwać się od całej historii i pochłonęłam ją w mgnieniu oka. Pełna recenzja tutaj.

18:57, ninetaj
Link Dodaj komentarz »

Biorąc się za Smażone pomidory wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać, czytałam wcześniej o niej pozytywne recenzje. Okazała się w żadnym wypadku nieprzereklamowana i czytało mi się naprawdę świetnie.
Jest to opowieść o dawnych dziejach mieszkańców Whistle Stop, przeplatana wątkami z życia bohaterki współczesnej, Evelyn Couch. Historia zaczyna się gdy Evelyn przyjeżdża do domu spokojnej starości, w odwiedziny do swojej teściowej, i spotyka tam panią Ninny Threadgoode, która zaczyna jej opowiadać o swojej rodzinie i przyjaciołach z miasteczka w którym żyli. Życie nie rozpieszcza bohaterów opowieści, miłe chwile są przeplatane tragicznymi wydarzeniami i to co mnie najbardziej urzekło w całej historii to podejście ludzi do tego co im się przytrafia. Nie chodzi tu o wyjątkowość problemów które ich dotykały, bo nie było to nic ponad to co spotyka każdego z nas, ale o akceptację pewnych sytuacji, o dostrzeganie jasnych stron życia zamiast bezowocnej szarpaniny z losem. I przyznam że zdumiało mnie zrozumienie i bezdyskusyjne przyjęcie miłości między kobietami, bo to przecież były lata 30-ste ubiegłego wieku, a nawet w obecnych czasach taki związek jest źle przyjmowany i nietolerowany w skostniałych społeczeństwach. Zresztą cały czas miałam wrażenie że głównym motywem działania bohaterów książki była miłość, pod każdą postacią, nawet jako usprawiedliwienie dla świadomej zbrodni. Miałam poczucie że dla nich największą wartością byli najbliżsi ludzie, i to zarówno biali jak i czarni. W przypadku tych drugich to była prawdziwa próba charakteru i trudna lojalność, bo żyli w czasach skrajnego rasizmu i terroru Ku Klux Klanu.
Wątek Evelyn Couch jest równie budujący. Widzimy jak kobieta w średnim wieku, matka odchowanych dzieci, niespełniona w małżeństwie, pogrążona w permanentnym dołku, budzi się do życia i zaczyna je w końcu czerpać pełnymi garściami. Fragment o poprawie życia seksualnego zwalił mnie z krzesła:

"Miała niski poziom estrogenu-tak jak podejrzewała pani Threadgoode. Tego samego popołudnia dostała swoją pierwszą receptę na Premarin, 0.625 mg, i prawie natychmiast poczuła się lepiej.

Miesiąc później przeżyła potężny orgazm, który śmiertelnie przestraszył biednego Eda."

Podsumowując, książke szczerze polecam, zwłaszcza osobom w nastroju depresyjnym, solidnie podnosi na duchu.

11:46, czarnazaba
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3