Kategorie: Wszystkie | ciekawostki | filmy | kto co czyta
RSS
niedziela, 04 kwietnia 2010

Zadanie wykonane! (Chociaż z racji braku czasu w wersji minimum)

Moim zdecydowanym faworytem tego wyzwania jest "Przeminęło z wiatrem". To dzieło, które czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Druga w kolejności "południowa" książka - "Północ w ogrodzie dobra i zła" - ani mnie nie zawiodła, ani nie zauroczyła, chociaż warto przeczytać o Savannie, które jest miastem niewątpliwie pięknym i niezwykłym.

Trzecia pozycja - "Sekretne życie pszczół" zajmuje mniej zaszczytne, ale niestety zasłużone trzecie miejsce. Książka prosta, bez wyrazu i zaskoczeń. Lektura raczej dla dużo młodszych czytelników.

20:19, white-sycamore
Link Dodaj komentarz »

Z powodu natłoku spraw zawodowych niestety nie udało mi się w 100% zrealizować mojego planu czytelniczego. Z trzech planowanych lektur przeczytałam tylko dwie - na "Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg  brakło już czasu.

W ramach wyzwania zrecenzowałam:

"Zabić drozda" Harper Lee

"Serce to samotny myśliwy" Carson McCullers

Jednaże tak jak deklarowałam na początku, koniec oficjalnego wyzwania nie oznacza końca wyzwania już tego tylko mojego, prywatnego. Literatura amerykańskiego południa na tyle mnie zaciekawiła, że w miarę możliwości będę nadal ją poznawać.

To było moje pierwsze oficjalne wyzwanie literackie; uważam, że taka inicjatywa to inspirująca i wartościowa przygoda z literaturą.

Do następnego wyzwania! :)

19:39, weisse_taube
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 kwietnia 2010

Serce to samotny myśliwyPo raz pierwszy zetknęłam się z tym tytułem będąc na studiach. Już nie pamiętam dokładnie w jakich okolicznościach usłyszałam o tej książce, ważne że tytuł skutecznie mnie przyciągnał. I nie będę ukrywać, że treść nieco mnie rozczarowała, bo spodziewałam się raczej dobrze podbudowanej psychologicznie powieści miłosnej a dostałam opowieść o kilku samotnych ludziach. Jeszcze te kilka lat temu oceniłabym tę książkę na czwórkę, bo mimo wszystko całkiem przyjemnie mi się ją czytało, a teraz wróciwszy do niej w ramach wyzwania czytelniczego "Amerykańskie Południe" tak bardzo mnie wynudziła, że ledwo doczytałam ją do końca.

 

ciąg dalszy na blogu Zacisze Literackie

22:09, weisse_taube
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 kwietnia 2010

Kinoman (The Moviegoer), Percy Walker, Wydawnictwo Sonia Draga, 2007

Kinoman

Kinoman" to powieść należąca już do klasyki amerykańskiej literatury, Time umieścił ją w swojej liście 100 najlepszych anglojęzycznych książek napisanych w latach 1923-2005.

Główny bohater, John Bolling, to mężczyzna w tak zwanym "kwiecie wieku", przystojny, wykształcony, pochodzący z dobrej rodziny, obdarzony smykałką do robienia pieniędzy - jednym słowem stanowi ucieleśnienie wymarzonego amerykańskiego kawalera. Żyje w Nowym Orleanie i jest praworządnym obywatelem. Jednak ten ideał zmaga się ze wspomnieniami wojny w Korei, południowymi tradycjami, brakiem poczucia rzeczywistości, zagubieniem w świecie i niesatysfakcjonującymi związkami uczuciowymi. Wydaje się, iż bohater posiada wszystko co zapewnia spokojny byt, ba on sam stwierdza, że "to wcale nie jest złe życie". Lecz mimo to bez przerwy poszukuje sensu. Tylko czytelnik ma szansę poznać tego "prawdziwego" Binxa, jego wewnętrzne ja poprzez jego monolog ze światem. Narrator relacjonuje swoje obserwacje, doświadczenia, bez przerwy analizuje otaczającą go rzeczywistość, porządkuje i oswaja przestrzeń. Percy posługuje się techniką strumienia świadomości by przedstawić nam zupełnie inną postać. W trakcie tygodnia, w którym rozgrywa się akcja poznajemy bliżej rozterki Bollinga.

c. d. http://smietankaliteracka.blox.pl/html

21:48, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »

Amerykańskie Południe to moje pierwsze wyzwanie - i już wiem, że nie ostatnie!

Przeczytałam trzy książki, dwie z nich (Książę przypływów Pata Conroya i The Help Kathryn Stockett) były na liście początkowej, trzecia, Sekretne życie pszczół Sue Kidd Monk, trafiła tam właściwie w zastępstwie. Zabić drozda będzie musiało poczekać sobie grzecznie w kolejce. Myślę, że jak na początek, to spisałam się całkiem nieźle, zwłaszcza, że do zadania przystąpiłam póżno.

Z przeczytanych książek największe wrażenie zrobiła na mnie The Help, książka nominowana  w tym roku do nagrody Orange, i z niecierpliwością będę czekać na jej tłumaczenie, bo koniecznie muszę ją polecić mojej mamie i kilku innym znajomym!

Zakończywszy pomyślnie pierwsze wyzwanie natychmiast przystępuję do drugiego, Nagrody Literackie, a potem to kto wie...!

Dziękuję za czytanie moich notek, bardzo cieszy mnie każdy wpis, jako że dopiero zaczynam raczować w świecie blogów i każdy komentarz jest miłym zaskoczeniem. I podziękowania dla Padmy za całą tę fantastyczną zabawę!

"Książę przypływów" wygrał w moim prywatnym rankingu książek przeczytanych w tym wyzwaniu. Wciągająca i poruszająca historia napisana pięknym językiem.

Opowieść zaczyna się, gdy Tom Wingo, aktualnie bezrobotny trener i nauczyciel, dowiaduje się, że jego siostra bliźniaczka Savannah, znana poetka, usiłowała po raz kolejny popełnić samobójstwo. Tom jedzie więc do Nowego Jorku i poznaje psychiatrę siostry, Susan Lowenstein. Pani doktor uważa, że mogłaby pomóc Savannah, gdyby znała jej dzieciństwo (przypuszczalnie bolesne) i nakłania jej brata do opowiedzenia historii rodziny Wingo. Tom zaś przy okazji spotkań z Susan zamierza rozliczyć się z własną przeszłością i uporządkować relacje z rodziną.

W powieści przeplatają się dwa plany - teraźniejszość, z rozwijającą się znajomością Susan i Toma i przeszłość, tłumacząca stan w jakim znajduje się Savannah,a także jej brat.

Obraz dzieciństwa trójki rodzeństwa Wingo, jaki wyłania się z opowieści Toma jest pełen sprzeczności. Z jednej strony sielskie obrazki, piękne nadmorskie krajobrazy Karoliny Południowej, wspominanie pobożnego dziadka i zwariowanej babci, cudownych przygód, jak ta z ratowaniem białego morświna, a z drugiej strony brutalność ojca, niezaspokojone aspiracje matki, niszczące rodzinę i traumatyczne zdarzenia, zmieniające spojrzenie na życie. W ogóle rodzice Toma są ciekawymi postaciami. Ojciec, poławiacz krewetek był pewien, że pewnego dnia zbije fortunę i wciąż lokował oszczędności w różne niedochodowe przedsięwzięcia. Dzieci widziały głównie jego niezrozumiałą gwałtowność i bały się ojcowskiego pasa. Matka natomiast była piękną kobietą, wciąż pragnącą być kimś innym. Niezadowolona ze swojej pozycji w miasteczku nie ustawała w wysiłkach, aby awansować do grona poważanych mieszkańców Colletonu. Z tego powodu zmuszała rodzinę do trzymania w tajemnicy strasznych wydarzeń, przez które przeszli.

Jedynym właściwie zarzutem, który mam, a właściwie miałam przez ok. 1/2 powieści, jest zbytnie zrzucanie winy za kształt swojego obecnego życia na dzieciństwo. Tom wciąż powtarza, że jego rodzina jest tak strasznie skrzywiona, że odziedziczył potworną mieszankę genów i przecież sami rozumiecie, w takiej sytuacji nie można być normalnym, prawda? Jakby sam nie miał żadnego wpływu na swoje życie. Wydawało mi się to przesadą, zwłaszcza, że rodzina, choć daleka od ideału, nie wyglądała też na tak skrajnie patologiczną, jak sugerowałyby słowa typu potworna, straszna itp. Ale w drugiej części dowiadujemy się o tragicznych wydarzeniach, które musiały bardzo wpłynąć na życie rodziny Wingo i wszystko jest już bardziej przekonujące, zwłaszcza, że Tom później też weryfikuje swoje poglądy na własną rodzinę.

Ale była to naprawdę niewielka wada i książkę oceniam na 5, nawet z plusem. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że gorąco ją polecam.

czwartek, 01 kwietnia 2010

W trakcie lektury "Przebudzenie" całkiem mi się podobało, może bez zachwytów, ale czytało się przyjemnie. Ale zauważyłam, że nie do końca zgadzam się z dobrymi recenzjami zamieszczonymi na blogu.

Książka wzbudzająca oburzenie w momencie ukazania się, czyli pod koniec XIX w. opowiada o młodej mężatce i matce dwójki dzieci, Ednie, która poznaje na wakacjach jeszcze młodszego Roberta, z którym spędza coraz więcej czasu i coraz więcej o nim myśli. Po powrocie do domu dochodzido wniosku, że się zakochała. Pod wpływem tego uczucia Edna się zmienia, zaczyna być świadoma własnych potrzeb i pragnień, nie chce już robić rzeczy, które wypada, tylko te na które ma ochotę. Oczywiście nie jest to łatwe dla kobiety w połowie XIX w.

Rozumiem zgorszenie, jakie wywołała kiedyś ta powieść, choć oczywiście było do przewidzenia, że dziś można jedynie uśmiechnąć się na myśl, co kiedyś uznawano za demoralizujące. Moim zarzutem jest mało przekonujący wątek miłosny. Spodziewałam się czegoś więcej, a tu wszystko takie jakieś letnie było... Poza tym książka wydaje mi się powierzchowna. Tak właściwie nie wiem co myślała Edna, o co chodziło jej tak naprawdę w życiu. Pomimo że "Przebudzenie" opowiada o ważnych sprawach, sprawiło na mnie wrażenie błahostki, nie pozostającej na długo w pamięci.

Ogólnie jednak książka jest ciekawa, szybko i przyjemnie się czyta, no i zawsze to ciekawie zapoznać się z powieścią z epoki, zwłaszcza na taki temat. Dla mnie 4 z minusem.

Moje plany wyzwaniowe wyglądały tak:
(książki, których nigdy nie czytałam) * John Berendt „Północ w ogrodzie dobra i zła” * William Faulkner "Absalomie, Absalomie" * Carson McCullers “Serce to samotny myśliwy”
(zapomniane lektury) * Harriet Beecher Stowe „Chata wuja Toma” * Mark Twain “Przygody Hucka Finna” .

Pzeczytałam niezupełnie to, co chciałam: "Chatę wuja Toma", "Pólnoc w ogrodzie dobra i zła" i "Smażone zielone pomidory". Zrecenzowałam u siebie na blogu (o tutaj) tylko tę ostatnią ksiażkę, którą już zresztą wiele razy przedtem czytałam. Trochę pechowo dobrałam sobie lektury, zważywszy na to, że jest tak wiele świetnych książek "południowych...

"Północ w ogrodzie dobra i zła" baaardzo mnie rozczarowała. Ot, panoptikum południowych dziwaków, białych i czarnych, ze wszystkich warstw społecznych (ekscentryczni milionerzy, transwestyci, kapłanka wudu - zieew, czyli to co zawsze:/) plus bardzo marny wątek "kryminalny". Da się czytać, ale nie jest to książka, którą bym poleciła i szkoda mi mojego bloga, aby o niej pisać. Genialny tytuł (to on mnie zwiódł) i miałka treść, którą zapomniałam w kilka dni po przeczytaniu książki. Mały plusik za chwyt z outsiderem, który opisuje fascynujące go miejsce - wraz z nim "wędrujemy" po Savannah, zaglądamy do domów, obserwujemy. Opis miasta mnie nie urzekł i ogólnie rzecz biorąc książka ta nie poruszyła czulszych stron mojej duszy, że się tak poetycko wyrażę.

"Chata wuja Toma" to książka która niesamowicie się zestarzała. Starsze tłumaczenia są niestrawne, wydanie które czytałam zostało od nowa napisane na podstawie powieści Harriet Beecher-Stowe w latach 60. przez Stanisława Stampf'la, współtwórcę radiowej soap opery "Matysiakowie". Mimo tego zabiegu książka jest trudna do przebrnięcia, jej naiwność strasznie irytuje. To jedna z tych powieści, które wypada znać - i czyta się je raz w życiu. Ja już ją zaliczyłam jako nastolatka i strasznie się nad nią teraz męczyłam;)

"Chata wuja Toma" jest bardzo ważna dla Ameryki, była swego czasu niezwykle popularna (w XIX wieku poczytnością przewyższała ją jedynie Biblia), już w pierwszym roku (1851) po wydaniu sprzedano trzysta tysięcy egzemplarzy. Dlaczego? Bo jako pierwsza pokazywała los czarnych niewolników w Stanach Zjednoczonych. Traktowanych jak przedmioty, sprzedawanych, a w razie ucieczki tropionych jak zwierzyna. Co gorsza, zazwyczaj (jak tytułowy Tom) akceptujących taki stan rzeczy jako zupełnie normalny. Abraham Lincoln przedstawił kiedyś autorkę "Chaty wuja Toma" jako "małą starszą panią, która rozpoczęła wojnę" secesyjną. Niewiele w tych słowach przesady. Książka wciąż funkcjonuje w kulturze, nie tylko amerykańskiej, ale chyba mało kto juz ją czyta. Świętoszkowatość, naiwna ckliwość, namolne granie na emocjach utrudniają lekturę.Główny bohater - bardzo szlachetny, dobry, po chrześcijańsku wybaczający, pracowity człowiek - drażni, zamiast wzbudzać sympatię. Mimo wszystko - warto i trzeba, chociaż raz.

---

Dziękuję za motywację i zabawę, z ulgą wracam do skandynawskich klimatów kryminalnych:)

PS. Żałuję, że nie udało mi się NIGDZIE w mojej dzielnicy zdobyć "Absalomie, Absalomie". Nie ma, nie prowadzimy:), poszła na przemiał... Smutne.

 

William Faulkner – Czerwone liście

Przeczytałam i chyba nie prędko (jeżeli w ogóle) sięgnę jeszcze po książkę W. Faulknera. Nie podobało mi się. Mniej więcej od połowy czytałam głównie po to, by zobaczyć dlaczego mi się nie podoba.

Czerwone liście to zbiór opowiadań - intryga krótka, co to znudzić nie zdąży, a czasami nawet i wciąga. Przemówiła mi do wyobrażani opowieść o Murzynie, który latami patrzył z góry na "swoich", ciężko harujących na plantacjach bawełny. W tym czasie sam wylegiwał się w cieniu, bo jego pan (Indianin) spędzał całe dnie drzemiąc w hamaku. Pewnego dnia Indianin umarł i tradycja nakazywała, by do Krainy Wiecznych Łowów udał się razem ze swoim służącym, koniem i  psem. Opowiadanie o tym jak Murzyn usiłuje uciec od swojego losu i o tym - jak to śpiewał L. Cohen, że nie tak łatwo jest zwiać.

Tyle, że we wszystkich, zamieszczonych w tym tomie opowiadaniach:

  • intryga jest przeraźliwie przewidywalna,
  • dialogi archaiczne (prawdopodobnie gdyby teraz były tłumaczone, język został by „uwspółcześniony”),
  • opisy przyrody czasami zbyt długie, ale rzadko zaciekawiające. Przy czym przedstawiony w tych opowiadaniach świat jest tak brzydki, że piękno przyrody i tak na niewiele się zdaje,
  • bohaterowie nie wzbudzają sympatii, nawet jak ktoś nie jest taki zły, to drażni „głupkowatością”,  generalnie: kaci i ofiary, po środku nie za wiele.

 Może po części moje nastawienie wzięło się stąd, że w pierwszym opowiadaniu w przejmujący sposób opowiedziane jest jak obcinają choremu nogę i juz na wstępie nastawiłam się do tego czytania jak do jeża, obawiając kolejnych, tego typu „atrakcji”. Takich nie było,  były za to inne, bo okrucieństwa w tych opowiadaniach tyle, że na długo mi starczy.

Momentami czułam się, jakbym odrabiała prace domową i nie ukrywam, że gdy dobrnęłam do ostatniej strony, z radością zatopiłam się w kolejnej książce Iana McEvana Na plaży Chesil (kilka zdań o tej książce juz na moim blogu).

środa, 31 marca 2010

Książką Johna Berendt'a kończę swoje wyzwaniowe lektury - dosłownie w ostatnim momencie. Po urzekającej "Umiłowanej" dwie następne powieści uplasowały się w moim rankingu lektur nieco niżej, aczkolwiek trzymały całkiem przyzwoity poziom ;)

Recenzja tutaj.

21:21, ninetaj
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16